niedziela, 30 sierpnia 2015

5/10 - Drętwy remake a pierwowzór też nie porywał




Trochę sztywna gra ale da się grać. Fun ze strzelania dosyć średni nie mówiąc słaby.

Beznadziejna klawiszologia combosów np. dwuklik A A + D D i przytrzymanie LMB.


Kto to wymyślił?

Prostacki wręcz projekt poziomów, które na domiar złego są irytująco podobne do siebie. Poza tym biega się po tych mapach i niszczy te kolorowe lampiony celem odblokowania drzwi. Denerwujące to jest.

Fajnie ćwiartuje się kataną. Szkoda, że nie można podnosić broni przeciwników. Shadow Warrior byłby dobry gdyby wyszedł 10 lat temu. Mechanika, rozwiązania w nim zastosowane nie pasują do dzisiejszych czasów. Oldshool sprawdza się tylko jeśli jest jego elementy są umiejętnie wkomponowane w nowoczesne normy panujące teraz w grach. Patrz Wolfenestein: New Order od Machinegames gdzie przemieszano nowoczesność z klasyką i wyszło to soczyście.

Przy małej liczbie zdrowia obraz robi się czarnobiały. Niby minus ale jest to czytelny sygnał dla gracza, że mamy problem, który da się całkiem łatwo naprawić. Wystarczy wystukać kombinację klawiszy D + D + RMB. Dzięki aktywowaniu tego skilla leczymy sobie zdrowie do przyzwoitego poziomu 88. W czasie walki jak „health” spadnie nam poniżej stówy to okazyjnie potrafi uaktywniać się taki świecący krzyżykami płomień po zabiciu demona, do którego po wejściu częściowo odzyskujemy siły witalne.

Trafiłem na buga-crasha. Przy eksplodującym samochodzie gra permanentnie zawieszała się. Poszedłem obok samochodu i nie było problemów. Dalej w siódmym rozdziale identyczna sytuacja.

Arsenał nie zachwyca. Fajny jest shotgun. Dopiero z tą bronią miąłem jakąś zabawę. Wyrzutnia rakiet też spoko. Niezły rozpierdol robiła. Reszta broni cieniutka.


Powyższa broń przydawała się do niszczenia fosforyzujących kul przemieszczających się po ziemi i latających zjebów czyli wszędzie tam gdzie liczyła się walka na dystansie

Do wad bym zaliczył:
- Długie wczytywanie pomiędzy poziomami
- Stosunkowo mała ilość demonów
- Prostacki design leveli i nieukryte wrażenie Kopiuj-Wklej w dalszych etapach
- Irytujące większe demony, w które trzeba wpakować zbyt dużo amunicji i szczególnie te gagatki co miały czerwone pęcherze na plecach. Nie muszę mówić, że aby ich zabić należało strzelać właśnie w te pęcherze. Nie było to za łatwe bo gnoje szarżowały na nas i zazwyczaj odwracały się frontem
- Mało pieniędzy znajdujemy przez co niewiele amunicji da się kupić (były sytuacje, że do mojego ulubionego shotguna brakowało mi ammo)
- Nudni i na jedno kopyto bossowie
- Szybko męczymy się przy bieganiu

Plusy:
- Może nie za wiele ale trafiały się ciekawe lokacje. Było kilka interesujących etapów
- Długość rozgrywki. Mi wyszło na najłatwiejszym poziomie trudności 10,5h
- Eksplodujące serce i strzelająca głowa demona
- Shotgun i wyrzutnia rakiet
- Skrzynie z fajerwerkami i wybuchające beczki pomagające eliminować przeciwników
- Zabawa kataną przez krótki okres czasu
- Niskie wymagania sprzętowe

Można podnosić poziom broni, kupować zdolności za punkty karmy przyznawane za eliminację wrogów. 

Zaciąłem się w 14 rozdziale bo nie mogłem znaleźć ostatniego, trzeciego czerwonego lampionu. Jak się okazuje był on konkretnie schowany:


Widać nie tylko ja miałem z tym problem: 

Easter Egg's:



Hard Reset

Jest też akcent humorystyczny:


Takie widoczki były:



1 komentarz:

  1. "Wyrzutnia rakiet też spoko. Niezły rozpierdol robiła."
    Po tym tekście doszedłem do wniosku, że czytam kolejną recenzję zrobioną przez janusza gier komputerowych.

    Minusy są zamieniane na plusy:
    "Prostacki wręcz projekt poziomów...", a następnie "trafiały się ciekawe lokacje" - najwyraźniej rozdwojenie jaźni autora.

    Zero konkretów, nudna, napisana słownictwem typowego gimbusa recenzja...

    Skoro gra jest drętwa, to recenzja ma grację chodzącego Zombie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń