Seria Battlefield w singlu niestety mówiąc eufemistycznie
nie grzeszy jakością. Trójka jest męcząca, a czwórka jeszcze gorsza i w dodatku
potwornie zabugowana. W Hardlinie zmieniono realia, delikatnie usprawniono
system strzelania i dało się jakoś grać. Model jazdy jakiś jest i to wystarczy.
Gra pod koniec robiła się ciekawsza. Fabularnie jak miliony seriali dostępnych
w telewizji czyli tandeta ale kogo obchodzi fabuła w strzelance? Fabuła to
tylko pretekst do eksterminowania przeciwników. W Doomie wiedzieliśmy, że
walczymy z demonami, które pojawiły się na Marsie przechodząc do naszego świata
przez Portal i to wszystkim graczom w zupełności wystarczyło. Nikt nie wnikał
głębiej bo fun ze strzelania był przeogromny. Teraz wydaje mi się, że starym
wyjadaczom shooterów więcej w tej kwestii nie potrzeba do szczęścia.
Hardline do pozytywny sygnał, że seria Battlefield zmierza
na właściwy tor.
- Zbyt dużo cut-scenek i oskryptowanych etapów, na które
gracz nie ma wpływu i tylko biernie w nich uczestniczy
- Krótki czas rozgrywki
- Bardzo długie wczytywanie poziomów
- Przechowujemy małą ilość amunicji co wiąże się z częstym
zaglądaniem do pomarańczowych skrzynek z giwerami
- Fraps nie działa z Hardline’em
- Bug-crashe. Naliczyłem 3 wysypy do pulpitu w konkretnych
miejscach na mapie
Zalety:
+ Przyzwoita grafika oraz bardzo niskie wymagania sprzętowe!
+ W sumie policyjny klimat
+ Częste zapisywanie checkpointów
+ Zastraszanie odznaką (G), takedowny (F), rozpraszanie
uwagi (C) w postaci rzucania pustą, zużytą łuską od naboju czy używanie kamery-skanera
(Q)
+ Pozytywne wrażenia przy strzelaniu co jest w sumie najważniejsze
w FPSie ale należy podkreślić, że feeling broni to nie jest najwyższa półka.
Grywalny ale dupy nie urywa zważywszy dla kogoś kto już ograł w swoim życiu
setki lepszych FPSów
Magia jedynki wyparowała totalnie.
Grafika jakaś kolorowa, barwy ciepłe. Całkowity brak klimatu i to zarówno za
sprawką cukierkowej grafiki jak i słabej ścieżki dźwiękowej. Dają radę jedynie
dwa utwory.
Temat z głównego menu:
oraz „fight theme”:
Fabuła w ogóle nie interesująca.
System walki został zmieniony co też jest wadą. Od groma drętwych przerywników
filmowych. Nieintuicyjny interface, liniowość. Wiesiek lubi się cyklicznie
przyciąć. Niemożność skakania.
To są po krótce wady.
Gra jest wybitnie irytująca. Daje
5/10 bo przez mechanikę rozgrywki i sposób zaprojektowania trzonu gry męczyłem
się i zmuszałem do gameplay-u niemal od początku.
Pierwsza cześć Wiedźmina to
niemal arcydzieło. Mówi to człowiek, który gardzi RPGami.
Dwójka to po prostu gra, z której
wyrzucono wszystko to co z jedynki czyniło niemalże genialną grę.
Wysokie oceny dla tego tytułu
wynikają z faktu, iż to polska gra i ludzie zawyżają oceny w duchu
patriotycznym.
Jakby ktoś miał problem z
mikroprzycięciami na „dwujajowcu” to jest na to FIX:
Mi pomogło. Mikroprzycięcia
znikły i dało się grać.
Dalsze wady:
- Czasami szwankuje praca kamery
- Cukierkowa, kolorowa grafika z
przeważającymi ciepłymi barwami
- Brak klimatu z genialnej
jedynki
- Mało wyrazista ścieżka
dźwiękowa (Jedynie „Battle Theme” daje radę - ten odgrywany podczas walk -
patrz wyżej)
- Po części system walki, który
sprowadza się do napier*alania w LPM. Aktywna pauza w jedynce bardziej
przypadła mi do gustu i jakoś podkreślała gameplay
- Komiksowe przerywniki filmowe
O_o (no kurde pasują one do gry jak kwiatek do kożucha)
- Fatalna optymalizacja i mikroprzycięcia
(musiałem ustawić wszystko na LOW i wgrać microstuttering FIXa a i tak
framerate był niestabilny i często spadał poniżej 30 klatek/s)
- Fragmenty rozgrywki polegający
na podążaniu za kimś. Denerwujące i nudne to jest a zdecydowanie za dużo tego w
grze
- Jednak od drugiego Aktu zbyt
dużo pier*olenia w dialogach
- Więcej gadania niż grania
- Momenty w jaskiniach,
podziemnych tunelach gdzie jest od groma potworów. Mało tam miejsca, ciemno,
łatwo zginąć bo kilka draśnięć potworka i sayonara
- Chodzę z masywnym mieczem,
który nie jest efektywny na potwory. Tyle, że ja nie mam nic lepszego ku*wa.
:///
- Ile razy można przechodzić z
sową przez upiorną mgłę?!
- Ile razy można zabijać Harpie?!
- Ile razy można łazić w
kanałach?!
- Co za idiota projektował
pojedynek z Cyntią i Adalbertem?! Nie ma gdzie się schować. 3 strzały w
fireballa w pysk i śmierć. No kretyn to wymyślił.
- Zagadka Oka z freskami
- Fight z golemem. Mały pokój,
nie można sensownie robić uników
- Generalnie małe fighty roomy
(nie ma gdzie się schować i unikać ciosów)
- Kombinacja run to jakiś absurd
- Szukanie Filippy Eilheart -->
ciężko ją znaleźć
- „Za stary na to jestem” czyli
powtarzane 3 na krzyż do znudzenia kwestie naszego protagonisty podczas walk
- Prostacki pojedynek z Letho,
który polegał tylko na napierdalaniu lewego albo jak kto woli prawego
(mocniejszy ale wolniejszy cios) przycisku myszki
- III Akt
Zalety
+ Przekleństwa i niektóre, cięte
dialogi (uśmiechnąłem się pod nosem w niektórych momentach. :) )
+ Polski dubbing
+ Quick Save
+ Flotsam
+ Znaki
+ Scena miłosna z Triss w jaskini
+ „Grupowe ciosy kończące”
(finishery) aktywowane klawiszem X po wykonaniu odpowiedniej ilości zwykłych
ciosów (ładowanie przycisku X)
+ Pojedynek z Draugiem
+ Po części pojedynek z Kejranem
Tyle z zalet. Więcej nie jestem w
stanie wykrzesać choćbym bardzo chciał.
Misja: „Wieczorem udaj się do
rezydencji Loredo.” Na początku nie wiedziałem jak przeczekać do nocy.
Wystarczyło wcisnąć CTRL i medytować w trybie odpoczynku do wieczora. Przed
wejściem do rezydencji trzeba zostawić broń u strażników. Należy pamiętać, że musimy
wrócić do tych frajerów aby tą broń z powrotem zabrać bo rezydencje opuszczamy
w innym miejscu niż wchodziliśmy. Zapomniałem o moim ekwipunku i poszedłem
dalej w kierunku kolejnego celu. Musiałem ku*wa wrócić się po mój gear.
Pojedynek z Kejranem na początku
ostro mnie wpieniał bo dwa je*nięcia i exitus ale po kilku próbach okazał się
zwyczajnie łatwy bo już opracowało się schemat postępowania.
Motyw na statku. Użyj znaku Axii
aby pomóc rannemu. Wybieram CTRLem znak Axii i wciskam Q celem aktywacji tego
znaku na rannym i dupa. Okazało się, że trzeba było tylko z jednej konkretnej
strony podejść do leżącego rannego i nie nacisnąć Q tylko LPM.
Fabuła... nic specjalnego. Poza
tym gra dosyć szybko się dłuży i od drugiego Aktu z minutę na minutę jesteśmy
atakowani coraz to nowymi, dennymi dialogami i mdłymi questami. Cała ta
historia zwyczajnie się ślimaczy. Gdzieś tak od połowy II. Aktu już się
nudziłem i odliczałem czas do końca. Ja pier*ole gdzie ta esencja klimatu z
jedynki?!
Niektórzy piszą, że gra krótka.
No dla mnie zdecydowanie za długa. Już mnie skręcało w II Akcie.
Trochę sztywna gra ale da się grać. Fun ze strzelania dosyć średni nie mówiąc słaby.
Beznadziejna klawiszologia combosów np. dwuklik A A + D D i przytrzymanie LMB.
Kto to wymyślił?
Prostacki wręcz projekt poziomów, które na domiar złego są irytująco podobne do siebie. Poza tym biega się po tych mapach i niszczy te kolorowe lampiony celem odblokowania drzwi. Denerwujące to jest.
Fajnie ćwiartuje się kataną. Szkoda, że nie można podnosić broni przeciwników. Shadow Warrior byłby dobry gdyby wyszedł 10 lat temu. Mechanika, rozwiązania w nim zastosowane nie pasują do dzisiejszych czasów. Oldshool sprawdza się tylko jeśli jest jego elementy są umiejętnie wkomponowane w nowoczesne normy panujące teraz w grach. Patrz Wolfenestein: New Order od Machinegames gdzie przemieszano nowoczesność z klasyką i wyszło to soczyście.
Przy małej liczbie zdrowia obraz robi się czarnobiały. Niby minus ale jest to czytelny sygnał dla gracza, że mamy problem, który da się całkiem łatwo naprawić. Wystarczy wystukać kombinację klawiszy D + D + RMB. Dzięki aktywowaniu tego skilla leczymy sobie zdrowie do przyzwoitego poziomu 88. W czasie walki jak „health” spadnie nam poniżej stówy to okazyjnie potrafi uaktywniać się taki świecący krzyżykami płomień po zabiciu demona, do którego po wejściu częściowo odzyskujemy siły witalne.
Trafiłem na buga-crasha. Przy eksplodującym samochodzie gra permanentnie zawieszała się. Poszedłem obok samochodu i nie było problemów. Dalej w siódmym rozdziale identyczna sytuacja.
Arsenał nie zachwyca. Fajny jest shotgun. Dopiero z tą bronią miąłem jakąś zabawę. Wyrzutnia rakiet też spoko. Niezły rozpierdol robiła. Reszta broni cieniutka.
Powyższa broń przydawała się do niszczenia fosforyzujących kul przemieszczających się po ziemi i latających zjebów czyli wszędzie tam gdzie liczyła się walka na dystansie
Do wad bym zaliczył: - Długie wczytywanie pomiędzy poziomami
- Stosunkowo mała ilość demonów
- Prostacki design leveli i nieukryte wrażenie Kopiuj-Wklej w dalszych etapach
- Irytujące większe demony, w które trzeba wpakować zbyt dużo amunicji i szczególnie te gagatki co miały czerwone pęcherze na plecach. Nie muszę mówić, że aby ich zabić należało strzelać właśnie w te pęcherze. Nie było to za łatwe bo gnoje szarżowały na nas i zazwyczaj odwracały się frontem
- Mało pieniędzy znajdujemy przez co niewiele amunicji da się kupić (były sytuacje, że do mojego ulubionego shotguna brakowało mi ammo)
- Nudni i na jedno kopyto bossowie
- Szybko męczymy się przy bieganiu
Plusy:
- Może nie za wiele ale trafiały się ciekawe lokacje. Było kilka interesujących etapów
- Długość rozgrywki. Mi wyszło na najłatwiejszym poziomie trudności 10,5h
- Eksplodujące serce i strzelająca głowa demona
- Shotgun i wyrzutnia rakiet
- Skrzynie z fajerwerkami i wybuchające beczki pomagające eliminować przeciwników
- Zabawa kataną przez krótki okres czasu - Niskie wymagania sprzętowe
Można podnosić poziom broni, kupować zdolności za punkty karmy przyznawane za eliminację wrogów.
Zaciąłem się w 14 rozdziale bo nie mogłem znaleźć ostatniego, trzeciego czerwonego lampionu. Jak się okazuje był on konkretnie schowany: