niedziela, 24 kwietnia 2016

8/10 - Skradanko-shooter




Bardzo przyjemna i wciągająca gra. Wciskając klawisz „Q” przyklejamy się do ścian czy innych obiektów środowiskowych typu barierki, płotki. Będąc „przyklejonym” wychylamy się i strzelamy. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że oprócz ślizgania się wzdłuż barierek można się przemieszczać między tymi barierkami oraz innymi obiektami na ziemi stanowiącymi osłonę jeśli są one odpowiednio blisko siebie. Wystarczy nakierować myszką na kolejną przeszkodę (pojawią się na niej 3, 2 albo jedna zielona strzałka) i kliknąć „Spację” a Sam Fisher zacznie kroczyć do kolejnej osłony do której go skierowaliśmy. Świetna rzecz bo niezwykle pomaga w cichej eliminacji. Aby „zdjąć” przeciwnika musimy zajść go od tyłu i wcisnąć klawisz „E”. Odkrywcze prawda? 

Gameplay na najłatwiejszym poziomie "Rookie" daje mnóstwo radości z gry bo jesteśmy zmotywowani do działa po cichu. Po wyczerpaniu pomysłów albo błędzie kończymy podchody uskuteczniamy tradycyjne strzelanie. Chociaż są misje gdzie wręcz trzeba się skradać bez zabijania kogokolwiek. Można strzelać w lampy na słupach, w światła samochodów etc. Te ulegają uszkodzeniu przez co robi się ciemniej w danym rejonie i można łatwiej się podkradać od tyłu do opancerzonych gości z tarczami, do których strzelanie od frontu mija się z celem.

„Sticky noisemakers”, które wydają dźwięk czasami przydawały się aby odwrócić uwagę jednego oponenta gdy ten był ze swoim kolegą. W tej części Splinter Cella pojawiła się „fajna” opcja (która ładuje się po normalnym zabiciu) automatycznego łańcuchowego zabicia 2-3 żołnieży. Zaznaczamy za pomocą klawisza „Alt” maksymalnie 3 żołnierzy i klikając „Ctrl” aktywuje się animacja w delikatnie zwolnionym tempie pokazująca oddanie po jednym śmiertelnym strzale w każdy cel. Świetne rozwiązanie. W typów mających silniejszy armor w tym hełm owa zdolność działa tylko w pewnym stopniu bo powoduje, że gość nie zostaje zabity a jedna kula odstrzeliwuje mu hełm a resztą musimy zająć się ręcznie w czasie rzeczywistym.

Feeling strzelania punktujący oddawanie strzałów w głowę a nie opancerzone ciało jest bezbłędny. W silniejszych, pokrytych kevlarem gagatków niemal należy strzelać w głowę ale najpierw odpada im hełm a dwa dalsze strzały w czaszkę powodują śmierć. Świetnie wykonuje się headshoty pistoletem. Jeden celny strzał w regularnych „soldżerów” i śmierć. Coś wspaniałego.

Gra daje do zrozumienia, że dobrze jest skradać się i eliminować po chichu ale na najniższym poziomie trudności Rookie nie jest to w 100% wymagane i można grać niemal jak w strzelankę. Statystyki i osiągnięcia na końcu misji totalnie mnie nie interesują. Najważniejsza jest przyjemność z gry a ta tutaj jest wyborna. Cieszące oko lokacje. Ładna oprawa graficzne. Przyzwoita optymalizacja czynią z tej części Splinter Cella godną uwagi grę. Na najłatwiejszym poziomie gra często saveuje. To też na plus. Lubię częsty zapis. Jestem w tedy spokojniejszy, że jak zginę to nie będe musiał powtarzać długiego odcinka gry.

Bugów trochę jest. W misji „Abandoned Mill” musiałem przeładować checkpoint bo nasz kompan zawiesił się i nie szedł dalej.

Między misjami kupujemy upgrady broni i nowe gadżety. Spoko bo czasami dobrze zmienić sprzęt.

Były etapy, że graliśmy jakiś murzynem. Wtedy strzelaliśmy z widoku pierwszej osoby. Niestety w tym trybie szwankowała płynność poruszania i mechanicznie było dziwnie i nie jest to wina sprzętu bo jak grałem Samem Fisherem w TPP to płynność poruszania była w normie.
Nie podobał mi się pojedynek z Sadiq’iem. Na samym końcu trzeba było klikać przycisk „E” ale tak szybko jak dzięcioł w drzewo żeby wbić mu nóż w serce. Za szybko przez co rozbolał mnie palec.

Można przerywać cutscenki. Jak dobrze bo skippowałem wszystkie.

Czekam na kolejną odsłonę, której zapowiedź to pewnie tylko czysta formalność.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz